Jesteś tutaj
Strona główna > Wywiady > Akcja #dladzieciaków

Akcja #dladzieciaków

dladzieciakow-twitter-cover

Akcja #dladzieciakow to autorska inicjatywa Karola Zielińskiego, Prezesa Fundacji Ene Due. Celem akcji jest zebranie pieniędzy na zakup sprzętu komputerowego dla domów dziecka z różnych części Polski. O szczegółach porozmawialiśmy z pomysłodawcą akcji!

Skąd pomysł na taką inicjatywę? Dlaczego takie działania są ważne?

Pomysł na akcję powstał już kilka lat temu. Jednak dopiero w roku 2014 udało mi się ją zorganizować. Tak naprawdę zamysł był dość prosty. Zarządzałem firmą zajmującą się obsługą płatności w Internecie. Posiadaliśmy więc już działającą i sprawdzoną platformę do obsługi płatności. Korzystało z niej całe mnóstwo firm, które dzięki niej przyjmowały pieniądze od swoich klientów. Ja zaś w którymś momencie zechciałem wykorzystać ją w bardziej szczytnym celu, żeby zrobić coś dobrego dla innych, bez patrzenia na przychód.

I tak od pomysłu do pomysłu… aż w końcu zakiełkowała mi w głowie idea, by porozumieć się z kilkoma domami dziecka, dowiedzieć się, co dzieciaki z tych domów chciałyby zobaczyć pod choinką, po czym zaangażować branżę internetową (w której się obracam) w zbieranie pieniędzy na te prezenty. W międzyczasie pomysł uległ wielu modyfikacjom, aż w końcu dotarliśmy do obecnego kształtu akcji, gdzie stawiamy przede wszystkim na edukację i rozwój – na dawanie dzieciakom wędki, nie ryby. Na podarowanie im narzędzi umożliwiających nabycie umiejętności, które z całą pewnością przydadzą im się w późniejszym życiu.

Jak rozwija się to przedsięwzięcie w ciągu lat? Czy dostrzega Pan jakieś zmiany w świadomości i zaangażowaniu społeczeństwa w takie inicjatywy?

Jakiś czas temu pojawiła się w Polsce moda na pomaganie. Każdy chce pomagać, a akcji ‚pomocowych’ w Polsce jest dzisiaj całe mnóstwo. Dwa lata temu, gdy startowałem z pierwszą edycją – nie było ich aż tyle. Teraz, praktycznie nie ma dnia bym na Facebooku nie widział, by ktoś prosił o pomoc w zbiórce na jakiś dobry cel. Z jednej strony nie jest to może najlepsze – jednak ludzie w pewnym stają się zmęczeni tymi kolejnymi prośbami o pomoc. Z drugiej jednak – ma to całe mnóstwo dobrych stron. Przede wszystkim – uda się zebrać pieniądze na więcej „dobrych” rzeczy, większej liczbie osób uda się pomóc. Póki jest moda na pomaganie i każdy chce pomagać, warto jak najwięcej w tym kierunku robić. W końcu jak mówi wielu: dobro powraca.

Czy któraś z reakcji dzieciaków po otrzymaniu prezentów zapadła Panu najbardziej w pamięć?

Znam te reakcje jedynie z opowieści wychowawców, czy dyrektorów placówek. W poprzednich dwóch latach zakupione prezenty wysyłałem do placówek kurierem, w większości przypadków nie zawoziłem ich osobiście. Od samego początku zależało mi na tym, by dzieciaki nie czuły, że jakaś firma, czy jakaś osoba robią sobie CSR. Znam wiele historii gdzie korporacja X zakupiła dla jakiejś placówki coś, po czym wszystko to oblepiła swoim logiem, a na dostarczanie zaprosiła różnej maści fotografów, filmowców, marketingowców, którzy później na korporacyjnym wallu opowiadali, jaka to ich firma jest fajna i jak jej zależy na innych. Fajnie, że to robią. Każda pomoc jest niesamowicie ważna. Ale jednak ja tak nie chciałem. Te prezenty są od ludzi z Internetów. Ja tylko dałem im worek, do którego mogą wrzucać pieniądze na fajny i szlachetny cel.

Wracając więc do tych reakcji – znam je przede wszystkim z opowieści. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale wiem że w zdecydowanej większości dzieciaki były bardzo szczęśliwe.

Wybrane przez Pana domy dziecka nie są przypadkowe, początkowo chciał Pan pomóc tym, zlokalizowanym w największych polskich miastach, ale nie było to możliwe. Prosimy opowiedzieć nam tę historię.

Dokładnie. Początkowo akcję chciałem zorganizować dla domów dziecka z 8 największych miast Polski. Trochę poczytałem, porozmawiałem z ludźmi, dowiedziałem się mniej więcej, jak to wszystko działa i chwyciłem za telefon.

Zadzwoniłem do jednego domu dziecka, drugiego, trzeciego, dziesiątego. Aż w pewnym momencie złapałem się na tym, że chyba trochę opada mi entuzjazm na zorganizowanie tego wszystkiego. Bynajmniej nie dlatego, że nie chciałem już pomóc, ale bardziej dlatego, że reakcja, z jaką się spotkałem po drugiej stronie słuchawki, była po prostu słaba. Była oziębła, niespecjalnie im zależało na tym, by wziąć udział. Mogą, ale nie muszą. Z głosu dało się wyczytać, że oto przychodzi do nich kolejny koleś, który chce zrobić świąteczną akcję, pewnie wrzucić sobie coś w koszty i dostarczyć kolejne partie słodyczy, czy zabawek. A oni już to wszystko mają. Plus na Święta będą mieli jeszcze więcej. Bo wszyscy starają się coś zorganizować na Święta.

I gdy już mi tak entuzjazm trochę opadł, przespałem się z tym wszystkim, przemyślałem i dałem temu pomysłowi jeszcze jedną szansę. Podszedłem jednak teraz do tematu trochę inaczej. Wybrałem mniejsze miejscowości, tam wyszukałem domy dziecka i znów wziąłem telefon do ręki. I teraz dopiero poczułem, że to, co chcę zrobić, może być naprawdę dobre i pomocne! Te osoby, z którymi teraz rozmawiałem, były zupełnie inne. Ciepłe, życzliwe, naprawdę czuć było w ich głosie swego rodzaju wdzięczność za to, że ktoś chce im pomóc. I w tym momencie dopiero poczułem, że to jest to. Po prostu nie wziąłem pod uwagę jednej zasadniczej kwestii – w większych miastach duża część placówek jest już obdarowywana na Święta. Czy to przez firmy, czy osoby prywatne. Tam mieszka dużo osób i w pewnym sensie z uwagi na tę skalę właśnie, mają one swoich darczyńców. Z kolei w mniejszych miejscowościach tych darczyńców jest znacznie, znacznie mniej. I tak skompletowałem pierwszą listę domów. Później poprzez swego rodzaju polecenia dochodziły następne. I tak zrodziła się lista placówek z pierwszej edycji. W 2015 roku zrobiłem podobnie. Tak samo i w tym roku.

Oczywiście nie wszystkie domy, którym pomagamy, czy pomagaliśmy, są z małych miejscowości, ale wszystkie one były naprawdę wdzięczne za pomoc i widać było, że cieszą się z tego, że ktoś chce im pomóc, coś bezinteresownie sprezentować.

Jakie rady dałby Pan osobie, która podobnie, jak Pan kilka lat temu, ma chęć niesienia pomocy, ale nie zrobiła w tym kierunku jeszcze nic konkretnego?

Przede wszystkim zacząć! Mi dwa lata zajęło od pomysłu do zorganizowania pierwszej akcji. A nie było na co czekać.

Jeśli ktoś chce pomóc, to niech po prostu pomaga. Wystarczy się rozejrzeć dookoła i znajdzie się całe mnóstwo miejsc, osób, placówek, które potrzebują pomocy. Wystarczy całość dobrze przemyśleć, porozmawiać z tym, komu chcemy pomóc, obrać sobie jakąś datę startową i po prostu wystartować. Aaaaa… no i jeśli chce się zorganizować akcję podobną do mojej, to polecam uzbroić się w dużą ilość kawy! Tego typu przedsięwzięcia wiążą się jednak z niezliczoną liczbą nieprzespanych nocy. Szczególnie jeśli robi się to po godzinach.

A nawet jeśli nie uzbieramy tyle, ile chcieliśmy, nawet jeśli uzbieramy tylko złotówkę i będzie to złotówka od nas samych, to i tak warto. Każda jedna złotówka ma znaczenie. Każda jedna pomaga. I osoba, której pomagamy, na pewno to doceni. A my zrobimy coś dobrego.

 

robimy-logo-black-outline
Więcej o historii akcji:
http://karolzielinski.pl/skad-sie-wzielo-dladzieciakow/
http://karolzielinski.pl/akcja-dladzieciakow-2016/

 

Julia Brudło

Magdalena Komur

Komentuj
Magdalena Komur
Od 2016 roku opiekunka projektów crowdfundingowych w Polak Potrafi. Absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, prywatnie miłośniczka teatru.
Top